Szkoła ze słomy i „widok przez drzwi”: 5 najbardziej uderzających faktów z życia XIX-wiecznego nauczyciela
Współczesna szkoła kojarzy nam się z jasnymi salami, interaktywnymi tablicami i bibliotekami pełnymi cyfrowych zasobów. Gdybyśmy jednak mogli odbyć podróż w czasie do roku 1878, do wielkopolskiej wsi Roszkowo, trafilibyśmy do rzeczywistości, która rzuca wyzwanie naszej wyobraźni.
To świat, w którym „kaganek oświaty” tlił się w warunkach niemal ekstremalnych, a determinacja nauczycieli była wystawiana na próby, o jakich dzisiejsza pedagogika dawno zapomniała.
Fundamentem tej historii jest budynek wzniesiony jeszcze w 1835 roku przez hrabiego Radolińskiego z Jarocina. Nie był to jednak murowany gmach, lecz prymitywna konstrukcja z drewna i gliny, pokryta strzechą. W takich właśnie murach przyszło pracować i żyć kolejnym nauczycielom, próbującym okiełznać chaos i biedę wiejskiej codzienności.
Jak wiele jesteśmy w stanie znieść w imię szerzenia wiedzy? Historia pedagogów z Roszkowa to opowieść o walce z niszczejącą materią, biurokratyczną znieczulicą i surowym pruskim drylem. Oto pięć faktów, które najlepiej oddają dramatyzm ich życia.
1. Budynek, w którym „ściany mają oczy” i brakuje miejsca dla najmłodszych
Kiedy w 1878 roku nauczyciel Bittner przybył do Roszkowa, zastał placówkę w stanie agonii.
Szkoła była tak mała, że nie mogła pomieścić wszystkich dzieci z gminy. Panowała tu bolesna selekcja: tylko starsze dzieci mogły uczestniczyć w nauce, podczas gdy młodsze nie uczęszczały do żadnej szkoły, co skazywało je na edukacyjne wykluczenie już na starcie.
Sytuacja mieszkaniowa samego nauczyciela nie była lepsza. Bittner zanotował z uderzającą szczerością:
„Moje mieszkanie składa się z dwóch izb, podłogi w nich są jednak w bardzo złym stanie. Przez drzwi można patrzeć na wylot.”
Ten detal o dziurawych drzwiach, przez które przechodzień mógł swobodnie zaglądać do prywatnych izb pedagoga, najlepiej obrazuje brak elementarnej intymności i całkowitą bezbronność wobec zimna.
Mimo pisania „kilku podań” do Królewskiego Urzędu Okręgowego oraz Starostwa Powiatowego, Bittner zderzył się z biurokratycznym murem – w kronice czytamy krótko:
„wszystko pozostaje po staremu”.
2. Szkoła bez ani jednej książki i walka o stanowisko
Trudno wyobrazić sobie instytucję edukacyjną pozbawioną narzędzi pracy, a jednak w Roszkowie był to standard.
W szkole nie było ani kroniki, ani nawet jednej książki. Braki dotyczyły też infrastruktury sanitarno-gospodarczej: brakowało ustępów, podłogi w chlewie oraz żłobu i bruku w oborze dla krów.
Co więcej, objęcie tej nędznej placówki wcale nie było pewne. Bittner musiał stoczyć batalię o samo zatrudnienie. Choć otrzymał polecenie od Królewskiej Regencji, zarząd szkoły w Roszkowie nagle zmienił zdanie i wybrał innego nauczyciela. Dopiero interwencja w Poznaniu i stanowczy nakaz urzędowy pozwoliły mu objąć urząd.
Nauczyciel w tamtych czasach walczył więc nie tylko z mrozem wdzierającym się przez dziurawe drzwi, ale i z niechęcią lokalnej gminy.
3. Nauczyciel jako ogrodnik, murarz i rolnik
W XIX wieku pedagog musiał być człowiekiem renesansu w najbardziej praktycznym tego słowa znaczeniu.
Przykładem był pan Schramm, jeden z poprzedników Bittnera. To on z własnej inicjatywy założył przy szkole sad owocowy. Gdy wokół ogrodu zabrakło ogrodzenia, Schramm nie czekał na decyzje urzędów – własnymi rękami, przy pomocy dzieci, otoczył teren kamiennym murem.
Rola nauczyciela wykraczała daleko poza salę lekcyjną; był on liderem społeczności odpowiedzialnym za fizyczne przetrwanie szkoły.
Bittner, obejmując placówkę w maju, przejął od razu „pole szkolne”, które było już w połowie obsiane. Praca na roli była integralną częścią jego życia, stanowiąc kluczowy element utrzymania.
4. Edukacja kontra epidemia i surowy dryl
Surowość ówczesnego systemu edukacji najlepiej widać w momentach kryzysowych.
W marcu 1879 roku w szkole wybuchła epidemia zapalenia gardła. Mimo że choroba dziesiątkowała uczniów, zajęcia lekcyjne nie zostały zawieszone – pruski porządek nie przewidywał przerw w nauce z powodu chorób dzieci.
Zasady były nieubłagane: ze szkoły zwalniano tylko te dzieci, które ukończyły już 14. rok życia. Edukacja była ściśle powiązana z obowiązkami państwowymi.
Szkoła hucznie obchodziła urodziny Cesarza (z modlitwami, pieśniami patriotycznymi i toastem za Jego Wysokość) oraz święto Sedanu.
Sam nauczyciel Bittner musiał zaś odwoływać zajęcia, by stawić się na obowiązkowy przegląd wojskowy w Jarocinie.
5. Teoria czystości i „przerabianie liczby 2”
Największy kontrast bił jednak z programu nauczania i konferencji pedagogicznych.
W maju 1879 roku w roszkowskiej szkole odbyła się konferencja okręgowa. Podczas gdy budynek się rozpadał, a w ogrodzie brakowało drzwi, nauczyciele słuchali referatu o „czystości i porządku w szkole ludowej”.
Równie uderzający był poziom dydaktyki. Szczytem osiągnięć prezentowanych podczas konferencji w obecności kolegów po fachu było to, że Bittner „przerabiał z dziećmi z trzeciego oddziału liczbę 2”.
Fakt, że poświęcano temu specjalne pokazy, a jednocześnie teoretyzowano o higienie w budynku bez toalet, dobitnie pokazuje przepaść między oficjalnymi wymogami a nędzną, wiejską codziennością.
Podsumowanie i refleksja końcowa
Historia szkoły w Roszkowie to kronika niezwykłego hartu ducha. Mimo skrajnie trudnych warunków, braku książek i walki z niszczejącą budowlą z gliny i słomy, proces edukacji trwał nieprzerwanie.
Nauczyciele tacy jak Schramm czy Bittner nie tylko uczyli dzieci „liczby 2”, ale budowali mury, sadzili sady i zmagali się z biurokracją, która rzadko dostrzegała ich trud.
Dzisiejsza szkoła, ze swoimi wygodami, wydaje się przy tym luksusem niemal niewyobrażalnym.
Pozostaje jednak pytanie: czy w dzisiejszym świecie, otoczeni technologią, mielibyśmy w sobie tyle samozaparcia, by uczyć dzieci w budynku ze słomy, nie mając do dyspozycji ani jednej książki?